Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2025

Zaleta czy wada

 



Jak dobrze czasem ponarzekać

głośno obgadać błahe sprawy

pogadać o tym i o owym

utopić smutki w szklance kawy


Z zazdrością patrzeć na sąsiada

że Jemu dobrze się powodzi

a Tobie los wciąż rzuca kłody

i nic Ci prawie nie wychodzi


Że to politycy są do bani

opieka zdrowotna byle jaka

wszyscy i wszystko olewają

jak tu nie gadać o Rodakach


A od gadania nikt nie umarł

nie ten pies gryzie co wciąż szczeka

w naszym mniemaniu to zaleta

więc każdy Rodak wciąż narzeka

Regina .Sobik

foto ze str https://pieknoumyslu.com/emocjonalne-korzysci-narzekania/ 

niedziela, 15 grudnia 2024

Nowy tomik dla dzieci w szpitalach


3 egzemplarze tego tomiku Fundacji Poetariat Dzieciom poszły na Oddział dziecięcy Wojewódzkiego Szpitala w Rybniku 


wtorek, 9 lipca 2024

Niepotrzebny rym

 

 


Zaginął gdzieś rym w zwrotce

choć ponoć i to się zdarza

gdy wierszokleta zapomni

że ten w wierszu się powtarza


Może w wersie ciasno było

brakowało mu swej pary

a niedoceniony w zwrotce

czuł się niemodny i stary


Jak pokazać miał swą siłę

skoro nie o sławę chodzi

by wiersz był dobry ciekawy

poeta go w trudzie płodzi


Teraz ponoć się zamartwia

że Euterpe go nie chciała

skoro w wierszu niepotrzebny

to wiersz biały będzie miała


Regina Sobik 09.07.2024r.



 

 

środa, 3 lipca 2024

Siać dobro

                                  


                                  Jak nam budować przyszłość z nadzieją

gdy sąsiad sąsiada już nie poznaje

kłamstwo obłuda powszednim chlebem

a człowiek bratu wilkiem się staje


Miast wrażliwości na ludzką krzywdę

zdjęcia filmiki brak zrozumienia

nękania docinki i ośmieszenie

słabego duchem w ofiarę zmienia


Sumienie w ciasną kieszeń schowane

czyimś nieszczęściem swój byt buduje

lecz los przekornym też czasem bywa

gdy karma wróci siewca odczuje


Wczoraj odeszło od nas na zawsze

i już nie można zmienić niczego

a jutro nigdy może nie nadejść

by dobro było cząstką każdego


A starczy tylko odmienić życie

nie czekać tego co będzie potem

trzeba siać dobro póki możemy

by kiedyś wróciło do nas z powrotem 

 Regina Sobik 


czwartek, 30 maja 2024

Chłopak z werbunku

 



                                 Wyrwany z wiejskich opłotków

karmiony obietnicami

z głową nabitą marzeniem

szukał swojego azylu

Naiwny prosto z werbunku

był jak ten chłopak do bicia

któremu obce zwyczaje

żarty i psoty kolegów

Jeszcze dziś słyszy ich kpiny

„Bjer tasza i ciś po sztrom „

dopiero później zrozumiał

że tak witano „werbusów”

Dzisiaj wrośnięty w tę ziemię

rad wraca do tamtych czasów

gdzie żeby zostać „Hanysym”

musiał być taki jak Oni 


Regina Sobik 

piątek, 8 marca 2024

Polityka i sentyment

 

 

Gdzieś w dalekiej Myszolandii

do wyborów się szykują
dlatego wszyscy mieszkańcy
pilnie się przygotowują

Maleńka szara myszka
co w norce obok mieszkała
do kandydata jednego
ogromny sentyment miała

Może nie tylko sentyment
ale i podziw szczery
lubiła jego styl walki
uczynność i dobre maniery

Choć obca jej polityka
i wcale jej nie rozumie
lecz pracowitość otwartość
prawdziwie docenić umie

A tak chciałaby mu pomóc

lecz wszędzie są jakieś zasady
tylko czy jemu potrzebne
jej wsparcie mądrość i rady-

I tak duma stroskana
-czy on to kiedyś doceni
a może jak wygra wybory
od razu w kota się zmieni -

Regina Sobik  2012r.

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Decyzja

 



Wstaje i na palcach by nie zbudzić męża

śpiącego jak kamień po nocnej libacji

poszła do łazienki przypudrować oko

mocny ślad wyższości i mężowskich racji


Lawirując między krzesłami jadalni

trąciła butelkę po ognistej wodzie

co to jeszcze resztką lekarstwa na troski

zostawiły ślady na brudnej podłodze


Siarczyste przekleństwo zmieszane z bełkotem

ponad głową żony świstem przeleciało

dobrze chociaż tyle że dzieci u babci

bo by od tatusia też i im się dostało


W głowie się łomocze tysiąc różnych myśli

choć zrobiła wszystko co każe sumienie

wreszcie odejść pora bo się nie pisała

na życie co niesie ból i poniżenie 


Regina Sobik 29.01.2024r.



poniedziałek, 1 stycznia 2024

Rady Starego Roku dla swojego Następcy

 



Przyszedłeś dziś o północy

w porę choć oczekiwany

pozwól że ci coś doradzę

nim odejdę stąd kochany


Jesteś co prawda młodziutki

pogodny pełen radości

jeszcze nie wiesz ile w świecie

zła kłamstwa gniewu podłości


Z czasem poznasz te ''przymioty”

gdyż te panoszą się wszędzie

bądź odporny na pochlebstwa

choć ci nieraz ciężko będzie


Nie powielaj moich błędów

bo one cię zgubić mogą

licz się jednak z zdaniem innych

kiedy trzeba tupnij nogą


Przy wyborach chociaż trudnych

kieruj się sercem miłością

niech rozsądek idzie w parze

z zwyczajną ludzką godnością


Wiem że świata nie naprawisz

lecz spraw by ludziom lżej było

naucz się wspierać tych słabszych

by się im bezpieczniej żyło


Regina Sobik 1.01.2024r.

foto ze strhttps://images.pexels.com/photos/19372193/pexels-photo-19372193/free-photo-of-mezczyzna-dziewczyna-festiwal-dziecko.jpeg

niedziela, 19 czerwca 2022

 

Kartki z życzeniami

 

Słała mu kartki z życzeniami

miłego dnia szczęścia radości

dla niego był to gest sympatii

dowód przyjaźni i grzeczności


Czasami nawet to się wzruszał

za czułe słowa obraz nowy

lecz nosem czuł tu jakiś podstęp

na grę pozorów nie gotowy


Bo skoro znali się w realu

i byli jak te łyse konie

nie Jego przyjaźń i oddanie

związały stułą Damy dłonie


A w życiu przyjaźń męska-damska

podobno wcale się nie zdarza

jedynie tylko taka miłość

co wiedzie prosto do ołtarza


Więc po co kartki i życzenia

łapki serduszka wersy wiersza

odpuść że chłopie taką przyjaźń

 nie ona ostatnia i nie pierwsza


Regina .Sobik


Miniatury -z życia wzięte

 \

 Prawda

Szukają ratunku i pomocy

pośród głuchych i ślepych

a tylko ona wskazuje kierunek

tam gdzie mieszka miłość i poszanowanie 

 

Kamienie i życie

Kamienie i życie

jaka ich różnica

spierać by się można

czasem bez potrzeby

tu nie trzeba mędrca

gdy umysł dyktuje

że pierwsze nie ludzkie

a drugie zbyt twarde


Jak pajęcza nić

Splot zdarzeń jak pajęcza nić

zerwał to co człowiek

budował przez lata


Nie widzi

Żyjąc marzeniami zamknięty

w kokonie własnego świata

nie widzi potrzeb Tych którym

przekorny los zabrał wszystko


Ofiary

Samotne

noszą w sobie owoc gwałtu

potykając się o niezrozumienie

dźwigają cały ciężar winy 

Regina Sobik

 foto ze str https://porady.interia.pl



niedziela, 5 czerwca 2022

Czekać na Wenę



 

 

 

 

 

 

 

Znów Wena gdzieś mi się schowała

szukam jej pilnie już od rana

zaglądam w laptop i do szafy

i wciąż nie wierzę jestem sama


Może gdzieś wyszła tak dla draki

poecie nowe rymy tworzyć

a może znajomej poetce

z sukcesu gratulacje złożyć


Wszak przyczyniła się do tego

że inni mają jej w nadmiarze

chociaż ich praca czy wysiłki

nie zawsze z Weną idą w parze


Nie myślcie że jestem zazdrosna

ale z podziwu wyjść nie mogę

że mimo wszystkich przeciwności

i tak znajdzie właściwą drogę


Tylko coś u mnie jest na opak

przepraszam chyba głupstwa plotę

muszę nauczyć się czekania

by Wena wróciła z powrotem


Regina .Sobik 4.06.2022r



 

niedziela, 26 września 2021

W szponach


 

Jak domek z kart jego życie

runęło w szponach nałogu

a on sam złudą wiedziony

pod mostem szuka noclegu

Poduszką mu kępka trawy

latarką gwieździste niebo

puchową i ciepłą kołdrą

koc znaleziony w śmietniku

W dziurawej kieszeni pieniądz

z skarbonki zabrany dzieciom

wciąż jeszcze kusi nadzieją

na upragnioną butelkę

Gdy białe myszki czarują

ostatnim etapem wyboru

ona tkwi przy nim do końca

topiąc w swym wnętrzu rozsądek


Regina Sobik



środa, 15 września 2021

Pusta czy pełna w połowie




Od lat uczeni wiodą dysputy

kto tu ma rację a kto jej nie ma

czy pusta czy też pełna w połowie

to już zależy od punktu widzenia


Jedni ją widzą pustą w połowie

drudzy połowę jej zawartości

to przecież jedno kiedy skarb życia

może się zmieścić w szklance w całości


Gdy szklanka pełna tylko w połowie

daremne spory mądre wywody

chociaż byś wypił całą zawartość

i tak wypiłeś pół szklanki wody


Pragnący nie zwraca na to uwagi

kiedy spieczone gorączką usta

dobrze że chociaż może się napić

gorzej gdy ta jest zupełnie pusta


R.Sobik 15.09.2021r.

piątek, 11 czerwca 2021

Jestem nowoczesną „Panią

 

Jestem nowoczesną „Panią”

choć służącej nie mam w domu

sama sprzątam i gotuję

piszę wiersze po kryjomu


Lubię oglądać seriale

ale w normie bez przesady

mam też swoje własne zdanie

nie szukam z sąsiadem zwady


Jem normalnie lecz z umiarem

z nadwagą walczyć nie muszę

mam geny po mojej babci

za słodycze oddam duszę


Uwielbiam jak każda Pani

dobrze i pięknie wyglądać

więc nie pozwalam mężowi

do mojej szafy zaglądać


Często w necie sobie siedzę

z znajomymi przez Skype gadam

korzystam z tłumacza google

gdyż angielskim niezbyt władam


Na świeżym powietrzu bywam

spacerem się relaksuję

a barometr mam za darmo

zmiany ciśnienia wyczuję


Za pan brat jestem z wnukami

i kocham je mówię szczerze

nie słucham plotek złośliwców

tylko w własne siły wierzę


R.SOBIK 7.06.2021r..




sobota, 15 maja 2021

Nie oddam


Nie oddam Ci ciepła kochających dłoni

gdy te gdzieś po drodze straciły pieszczotę

nie oddam dni przeszłych naznaczonych łzami

ani westchnień nocy ubranych w tęsknotę


Nie oddam Ci blasku hebanowych oczu

bo Byś się zatopił w ich bezkresnej toni

za to oddam duszę zraniona lękami

każdą myśl i chwilę co za szczęściem goni


Oddam wszystkie skarby które los darował

pomimo ,że serce innym rytmem bije

oddam Ci marzenia co siłą nadziei

tylko czy... dla Ciebie na nowo ożyję. 

Regina Sobik


 

piątek, 7 maja 2021

Żorskie Folwarki -miasto na bagnach i inne opowieści

Helena wróciła z pracy później niż zwykle. Po całodziennym siedzeniu na kasie bolały ją nie tylko ręce ale cały kręgosłup.- Prysznic, kawka i tapczanik pomyślała z rozrzewnieniem.

-No nie ,nie wytrzymam !

Obok z pokoju syna dochodziły jakieś wrzaski i piski. Tomek nastoletni uczeń żorskiego Gimnazjum nawet nie zauważył kiedy matka weszła do pokoju. Mało powiedziane weszła wparowała z taką siłą, że cały dom zatrząsł się w posadach.

-Od dzisiaj szlaban na gry! przegiąłeś kochany! krzyknęła ze złością wyłączając komputer syna.

-No co ? Przecież mówiłaś, że mogę sobie pograć jak tylko zrobię wszystko to co mam napisane na kartce.

Helena spojrzała na korkową tablicę, gdzie punkt po punkcie czarnym mazakiem były przekreślone zadania jakie miał syn do wykonania.

1, Zamknij kury

2. Nakarm kota i psa

3.Wynieś śmieci

4.Dopilnuj by Ania zbyt długo nie oglądała bajek.

- Mamo odezwał się syn widząc spojrzenie matki z tym to miałem trochę kłopotu, bo ta gówniara nie tylko, że oglądała dobranockę to jeszcze chciała żebym jej puścił jakąś bajkę . Jak jej zacząłem tłumaczyć, że mama nie pozwala siedzieć za długo przed telewizorem bo od tego psuje się wzrok to zażądała żebym to ja opowiedział jej jakąś bajkę. Czujesz to .

-Trzeba było to zrobić. Mało się nasłuchałeś bajek i opowiadań jak byłeś w jej wieku odparła

Helena z wyrzutem.

-Od tego jest babcia.

-Właśnie a gdzie babcia ? zapytała Helena trochę zaniepokojona.

-Nie wiem przed chwilą tu była.

-Mamo! Mamo! zawołała Helena wyglądając przez okno wychodzące na niewielki ogród z sadzawką .

-A co tam znowu? Nie można mieć chwili spokoju ciągle tylko te wrzaski i piski, już mi głowa pęka. Musisz coś zrobić z tym Twoim synem nerwy wysiadają! Komputer, internet , internet komputer a jak nie to jeszcze komórka. Zwariuję ! za moich czasów tego nie było. A i ta najmłodsza w końcu też dostanie fioła. Jak będzie oglądać takie bajki to co z niej wyrośnie, no co !

-Ależ mamo !

-No powiedz, nie mam racji. W tych bajkach ciągle jakieś bijatyki i wrzaski nie dziw, że dziecko się budzi po nocy. A tak to w końcu trzeba by tym swoim dzieciom poświęcić więcej czasu. Nie uważasz! U Ciebie tylko praca i praca. Z takim podejściem daleko nie zajdziesz. Jeszcze wspomnisz moje słowa grzmiała teściowa.

-Mamo to nie tak przecież wiesz, że nie zezwalam dzieciom na takie programy w których tylko agresja i przemoc odburknęła Helena przyznając w duchu rację matce.

-Muszę to w końcu zmienić.

Ba ! łatwo powiedzieć tylko jak to zrobić ? zastanowiła się Helena.

Mąż pracuje przy budowie autostrady w świątek, piątek i niedzielę. Na nic nie ma czasu. Mama powinna to zrozumieć zwłaszcza, że praca na miejscu tylko o rzut kamieniem.

Helena spojrzała w kierunku wyciętego kawałka lasu za którym budowano autostradę. Od kiedy pamięta ten las był tu zawsze. Jego zielona toń wzbudzała dziecięcą wyobraźnię, o mieszkających tam stworach i złej czarownicy. Był takim magicznym miejscem jak i ogród ,który niemalże dotykał jego ściany. Gdyby nie dolina po zaschniętych stawach, która leżała w samym środku i dzieliła ten obszar na dwa światy. Ten rzeczywisty gdzie mieszkała i ten tajemniczy byłby jedną całością organizmu. Co się tyczy stawów to zarosłe trzciną były takim śladem, że kiedyś tętniło tu życie. Stawy te rozdzielała być może w dawnych czasach grobla. Jednak z biegiem lat stała się drogą i to taką co łączy dwa sąsiadujące ze sobą miasta Rybnik i Żory. Stawy należały do bardzo bogatego młynarza. Młyn który stał opodal był słynny na całą okolicę. Mieszkańcy Żor i pobliskich miejscowości zwozili tu ziarno na mąkę. Z upływem lat a może i wieku bo nie wiadomo kiedy go zbudowano młyn upadł. Może ze względu na ten drugi, który wybudowano w centrum Żor Ale i ten się nie ostał .-No cóż taka kolej rzeczy. Czasy jak i ludzie się zmieniają i nie zawsze wychodzi to na dobre. Helena westchnęła cicho gdyż jako mała dziewczynka pamiętała kiedy jeszcze tu stał . Co prawda czasy świetności miał już za sobą. Zostało tylko młyńskie koło i podkowa nad pożal się Boże spróchniałymi drzwiami, o ile je tak można je nazwać. Rudera po prostu rudera a kiedyś był to prawdziwy pałac ze służbą, młynarzem i całym tym majdanem.-Bogactwo rzecz nabyta zadumała się Helena wracając do wspomnień dzieciństwa swojej babci Eleonory, która znała rodzinę młynarzów. Otóż jak to w bajkach bywa tym razem jednak to nie była bajka tylko historia pisana życiem. Jaśnie państwo młynarzowie mieli dwoje dzieci. Córkę Łucję na którą wołano Łucyja oraz syna. Eleonora znała tylko historię Łucyji bo podobno jej brat pojechał do wielkiego świata na nauki i już nie wrócił na rodzinne pielesze. Zresztą jakoś się o tym nie mówiło. Całą nadzieję rodzina wiązała więc z córką. Zmuszono ją do wyjścia za mąż za bogatego kawalera Szczepona. Ludzie mówili ,że miał nierówno pod sufitem ale liczyło się to ,że był bogaty. Co tam zaszło nikt nie pamięta ale fakt faktem Łucyja dostała w posagu duży kawał ziemi i jakiś staw. Czy ją zmuszono do opuszczenia domu rodzinnego czy może sama odeszła w każdym bądź razie zamieszkała w sąsiedniej miejscowości. Jej mąż Szczepon rzeczywiście wyglądał na niedorozwiniętego stając się obiektem kpin nie tylko starszych ale i dzieci. Jak tylko się gdzieś pojawił wołano -Szczepon, Szczepon pokaż ząbki! Ten tylko uśmiechał się przebąkując coś pod nosem. Pracował na kopalni Jankowice i był bardzo solidnym pracownikiem. Spłodził liczną gromadkę dzieci. Najmłodsza była dziewczynką zaś pozostali to chłopcy. Mimo ziemi jaką posiadała ta rodzina żyło im się bardzo biednie. Łucja była kobietą, mocną w gębie wszystko wiedziała najlepiej i lubiła udzielać rad innym szkoda tylko, że nie umiała tych wszystkich umiejętności wprowadzić w życie u siebie. Mama Heleny odwiedziła kiedyś tę rodzinę a to z tego tytułu, że chodziła do tej samej klasy z Andrzejem najstarszym synem Szczeponow bo tak ich nazywano. Była pora obiadowa na stole stała duża misa żuru. Cała gromadka jadła aż im się uszy trzęsły. Dzieci nie były jakoś tam zaniedbane, głodne czy też brudne ale od swoich rówieśników wyróżniały się tym, że zawsze trzymały się na uboczu. Inne dzieci wyzywały ich od szmaciarzy i dokuczały im. Nauczyciele nie zwracali na to uwagi, jakby te niczemu winne dzieci były dziećmi gorszej kategorii .-Nie tylko starsi ale i dzieci potrafią być naprawdę okrutne pomyślała smutno Helena. Chociaż nie interesowały ją za bardzo losy tej rodziny widziała, że jeden z synów Szczeponow został malarzem pokojowym. Chodził po ludziach i malował ściany. A robił to naprawdę dobrze i niedrogo stąd miał wielkie wzięcie. Zbudował malutki domek bo ten stary jako jedyny we wsi a może i całej okolicy kryty słomą o mało się nie zawalił. Czy się któryś z nich ożenił czy też nie tego nie wie natomiast o tym, że oboje Szczeponowie już nie żyją dowiedziała się całkiem niedawno. Helena zadumała się chwilę wracając do wspomnień. Zarówno młyn jak i rodzina młynarzy byli takim nieodzownym elementem jej dzieciństwa. Może dlatego ,że te wszystkie bajki i opowieści, które przekazywała jej babcia wiązały się najczęściej z młynem i pobliską okolicą. Dwie z nich zapamiętała szczególnie. Była to opowieść o Utopkach i mieście, które zapadło się w bagna.

*****

Helena założyła kuchenny fartuch i wzięła się za robienie kolacji. Czajnik postawiony na gazowej kuchence podskakiwał gwizdając przy tym tak głośno jakby chciał powiedzieć, że już czas na herbatę.

Sprawnie zrobiła kanapki z wędliną. Mąż poszedł na drugą zmianę i nie wiadomo kiedy wróci z pracy. Poza tym teściowa ogląda serial „M jak Miłość”. Nawet atom jej nie ruszy więc będzie miała wreszcie trochę czasu dla siebie.

-Dzieci, dzieci, kolacja zawołała.

Tupot nóg biegnących po schodach ruszyłby nawet zmarłego.

Ania usadowiła się wygodnie na swoim krzesełku. Helena podała jej kanapkę .

-Ale ta mała ma apetyt aż miło uśmiechając się patrzyła jak kanapka znika w małej buzi córeczki.

Tomek wpadł do kuchni niczym huragan. Nałożył sobie parę kanapek na talerz i już miał zniknąć za drzwiami kiedy zatrzymał go głos matki.

-A Ty dokąd.

-Na górę bąknął pod nosem chłopak. -Nie mam czasu muszę odrobić zadanie. A tak to tę naszą Panią chyba pogięło. Kazała nam przygotować jakieś opowiadanie albo legendę związaną z Żorami. -Muszę poszperać w internecie.

-A to się dobrze składa bo ja znam taką odparła matka.

-Tylko nie mów, że babcia Ci opowiadała.

-Właśnie babcia mi opowiadała.

-Mamo nie jestem już dzieckiem, żeby słuchać jakieś tam bajki. Ja potrzebuję konkretów odparł syn.

-Zapamiętaj chłopcze, że w każdej bajce, opowiadaniu czy legendzie jest ziarnko prawdy odparowała synowi Helena. Wiesz co zapamiętałam z dzieciństwa takie jedno opowiadanie. Postaram się Ci je przekazać tak jak je słyszałam a Ty już będziesz wiedział co z tym zrobić, stoi .

-Stoi! tylko, żeby nie było za długie i nudne jak flaki w oleju odparł zadowolony syn.

-Jak Ty się wyrażasz! jazda do swojego pokoju. Zaraz tam przyjdę tylko posprzątam i utulę Anię do snu.

-Ok, Tomek wybiegł z kuchni jakby kto gonił.

I znowu nici z mojego lenistwa pomyślała z goryczą Helena sprzątając ze stołu. -Dobrze chociaż , że mama wykąpała małą. W gruncie rzeczy ta teściowa to dobra kobieta chociaż czasami zrzędzi.

Inne mają dużo gorsze pomyślała zdejmując kuchenny fartuch. Na palcach podeszła do pokoju córeczki. Ta spała w najlepsze. Helena zgasiła światło kierując się w stronę pokoju syna .

-Już jestem więc zabierajmy się do pracy.

-Mamo! a czy Ty wiesz, że u nas pod Żorami są pokłady soli. Nie tak duże jak w Wieliczce ale są.

oznajmił gimnazjalista zadowolony, że swoją wiedzą może zaskoczyć matkę .

-Musiało tu być morze bo skąd ta sól zastanowiła się Helena. -Wiesz to by się zgadzało, morze albo jakiś inny zbiornik skoro były tu i bagna.

-Co? Bagna ! O czym Ty mówisz, nie rozumiem. -Posłuchaj synu tylko się nie śmiej. Opowiem Ci coś co może wydawać Ci się mało prawdopodobne ale zapamiętałam tę opowieść od takiej starowinki, która kiedyś chodziła po wsi. Za kawałek chleba opowiadała dzieciom i dorosłym opowieści, które podobno przekazali jej rodzice. Szkoda tylko ,że nie spisano tych opowiadań nikt przecież nie pomyślał o tym. A ja wtedy byłam małym dzieckiem nie rozumiałam wszystkiego . Mogłam coś źle usłyszeć, ale posłuchaj:

*****

Niedaleko nieistniejącego już młyna tuż za wspomnianym już lasem, gdzie nowa autostrada przecina dwie sąsiadujące ze sobą miejscowości Kłokocin należący do Rybnika i Folwarek należących terytorialnie do Żor kiedyś w bardzo dawnych czasach leżało miasto. Ławy tak je nazwali mieszkańcy pobliskich ziem. Miasto to trudno dostępne leżało pośrodku bagien. Mimo takiego położenia mieszkańcom tego miasta żyło się bardzo dobrze. Nic dziwnego bo podobno tędy właśnie biegł szlak handlowy z północy znad Morza Bałtyckiego na południe Europy.- Czyżby to był ten słynny Szlak Bursztynowy zastanowiła się Helena. - Jest to wielce prawdopodobne. Przecież dziadek ze strony babci pochodził z niedalekich Jankowic i jak opowiadała babcia, która to słyszała właśnie od Niego, że zaraz za kopalnią „Blicher” obecnie Jankowice znajdują się ślady wąwozu, w którym biegła droga. Obecnie wąwóz nieużywany od dłuższego czasu gdyż zaraz obok wybudowano nową drogę zarasta trawą i krzewami a las broni go skutecznie przed wścibskim okiem ludzi. Ile w tym jest prawdy nie wie ale fakt faktem, że ślady takiego wąwozu istnieją i biegną właśnie w kierunku Żorskich Folwarek tj tam gdzie miało być to miasto Ławy. W mieście tym według legendy bo właściwie jak to nazwać skoro nie ma żadnych dokumentów ani zapisów, że takie miasto istniało a karawany kupieckie zatrzymywały się tu na noc. Miejscowi chętnie udzielali gościny zmęczonym wędrowcom zapewniając nocleg i jedzenie. W zamian za to otrzymywali towar czy też pieniądze a nawet żółte złoto jakim był w tym czasie bursztyn. Wymiana kwitłaby przez lata, gdyby nie chęć wzbogacenia się niektórych mieszkańców tego miasta. Otóż pewnej nocy napadli oni na karawanę kupiecką a wszystkich jej uczestników wymordowali .Wtedy to rozpętała się straszliwa burza. Ławy zaczęły pogrążać się w bagnie grzebiąc pod zwałami gęstego błota nie tylko zbójów ale i wszystkich mieszkańców tego spokojnego dotąd miasta. W niedalekich Żorach ówczesnej małej jeszcze osadzie stał drewniany kościółek. Obszar bagien dochodził aż tutaj. Kiedy grzęzawisko zaczęło się zapadać mieszkańcy osady wpadli w popłoch szukając dróg ratunku. Nie mieli się gdzie schować ani dokąd uciec, więc zebrali się w tym kościółku wznosząc modlitwy do Boga z prośbą o pomoc. Przysięgli nawet, że jeżeli osada ocaleje to codziennie wieczorem zbierać się będą na nabożeństwie różańcowym. -Jak trwoga to do Boga to tak jak i teraz pomyślała Helena .Ważne, że Stwórca zlitował się nad wiernym ludem gdyż bagna zaczęły wysychać. Tak to dzięki modlitwie różańcowej Żory ocalały od niechybnej zagłady. Co więcej rozrastały się i piękniały z dnia na dzień na chwałę Stwórcy. Helena zamyśliła się chwilę po czym rzekła do syna.-Słuchaj a może istnieją jakieś dokumenty czy nawet kroniki, w których zapisano najwcześniejsze dzieje powstania Żor .Jest to bardzo ciekawa sprawa może byś się zainteresował bo naprawdę byłby wielki wstyd, że Ty rodowity mieszkaniec Żor nie znał tej historii. -Ależ mamo na wszystko przyjdzie czas. A po tym jak usłyszałem takie interesujące opowiadanie obiecuję jak tylko będę miał chwilę poszperam gdzie trzeba dodał przymilnie syn.

-Tylko, żeby to nie były słowa rzucane na wiatr odparła matka i dodała. -Obiecanki cacanki.

*****

Tej nocy Tomek nie mógł zasnąć. Opowieść matki nie dawała mu spokoju. Miasto na bagnach tego jeszcze nie było .Chciałby już teraz widzieć minę wychowawczyni jak jej opowie tę historię.

-Ale będzie heca, ciekawe czy uwierzy myślał przewracając się z boku na bok.

-Tylko czy koledzy nie będą się śmiali, że opowiadam takie dyrdymały pomyślał zasypiając.

-Wstawaj już późno ! Znów spóźnisz się do szkoły ! obudził go natrętny głos babci.

-Jeszcze minutkę .

-Wstawaj ale już! babcia nie dała za wygraną.

-Ależ babciu dzisiaj jest sobota mam wolne odezwał się wnuczek otwierając zaspane oczy.

-Ja to mam sklerozę, cóż starość nie radość bąknęła pod nosem babcia udając się do swoich zajęć.

Zarówno sobota jak i niedziela przebiegły spokojnie. Zaraz po mszy cała rodzina zasiadła do niedzielnego obiadu. Mąż Heleny uwielbiał te krótkie chwile spędzone razem. Zwłaszcza ,że matka jak zwykle przygotowała smaczny rosół z kury .Na drugie danie na stole pojawiły się kluski z roladami i pysznym sosem oraz czerwona kapusta. Taki prawdziwy śląski obiad.

-No cóż w naszym domu tradycja rzecz święta a dla mojej teściowej inny obiad jest nie do przyjęcia pomyślała Helena podając dzieciom dokładkę. Zaraz po obiedzie poszła pozmywać naczynia a jej mąż korzystając z wolnej chwili i pięknej pogody udał się na małą drzemkę do ogrodu. Teściowa zaczęła szykować się na niedzielne nieszpory a Tomek wymknął się po cichu do szopy po rower.

-A Ciebie gdzie znowu niesie odezwał się ojciec zobaczywszy syna.

-Jadę do Antka krzyknął chłopak siadając na rower i tyle go widziano.

-Każdy wiek ma swoje prawa odezwała się teściowa do Heleny

- A Tomek jest już prawie dorosłym mężczyzną i ani się nie obejrzysz jak przyprowadzi do domu jakąś dziewczynę.

-A cóż to mama mówi, ma czas teraz ważniejsza szkoła.

-Nie pamiętał wół jak cielęciem był powiedziała głośno matka męża ubierając na nogi nowe letnie sandały. Idąc w kierunku furtki natknęła się na syna odpoczywającego na ławce w cieniu gruszy

-Patrz Aniu! jaka babcia dzisiaj elegancka zwrócił się do córki bawiącej się na kocyku obok.

Ania podniosła główkę i machając rączką zawołała pa, pa, pa,pa.a.aa.

Pa,pa, słoneczko uśmiechnęła się do wnusi babcia

-Ale numer, wystrojona jak dorsz na święto morza parsknął zaczepnie syn.

-A idź żesz Ty odburknęła pod nosem matka i znikła za furtką .

*****

Czas niedzielnego wypoczynku płynął bardzo powoli. Dochodziła godzina 17.00

- Może kawkę Helena postawiła przed mężem filiżankę aromatycznego płynu. Sama zaś usiadła obok pijąc powoli smakowity napój od czasu do czasu zerkając na zegarek.

- A Ty co wybierasz się gdzieś ? zapytał mąż.

- Nie tylko się denerwuję. Tomek obiecał wrócić za godzinę. Minęły już prawie trzy a Jego jak nie ma tak nie ma.

-A daj Ty chłopcu spokój, młoda krew to go nosi nic na to nie poradzisz odparł mąż.

-No tak tylko że dzwoniła Kasia córka sąsiadów, miał być u niej już jakieś pół godziny temu. Umówili się, że pomoże jej w jakimś tam zadaniu. Dokładnie to nie wiem.

-To zaproś ją do nas .Oo ! i zguba się znalazła odparł ojciec wskazując na syna chowającego rower do komórki.

-A wiesz, że to dobry pomysł tylko musimy zapytać Tomka .

Kasi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zaraz po telefonie jak na skrzydłach poleciała do sąsiadów. Tomek od dawna jej się podobał a wypracowanie było tylko takim pretekstem, żeby spotkać się z chłopakiem.

-Już jestem zawołała od furtki pędząc w kierunku ganku,gdzie siedzieli gospodarze.

-A gdzie Tomasz zapytała trochę speszona .

-Zaraz będzie, a możesz mi powiedzieć o ile to nie tajemnica na jaki temat to wypracowanie Helena nieśmiało podpytała dziewczynę.

-O Utopkach bo widzi Pani nasza wychowawczyni gdzieś przeczytała, że w chorzowskim skansenie

odbyła się któraś z kolei edycja „Straszków Śląskich” przez to wymyśliła taki dziwny temat. Zaś Ty się człowieku gimnastykuj .Ja co tu mówić nie mam żadnego pomysłu, bo jak sama Pani wie pochodzimy spod Warszawy. Tam nic na temat Utopków czy też Utopców nie wiedzą tłumaczyła sąsiadce  Kasia. – Co innego gdyby było o Syrence to tak ale o Utopkach kto to widział. A może Pani by nam pomogła przecież na pewno zna jakąś ciekawą historię dodała. Helena już miała zacząć opowiadanie gdy nagle na ganku nie wiadomo skąd zjawiła się teściowa. Uśmiechnięta od ucha do ucha rzekła:

-Moje dzieci ja wam opowiem bo synowa chyba nie za dobrze pamięta co jej tam ktoś kiedyś opowiadał ja po prostu wiem lepiej zwróciła się do Kasi i wnuka.

-Mama jak zwykle zawsze wszystko najlepiej wie odburknęła Helena trochę urażona .

-A żebyś wiedziała żyję trochę dłużej na tym świecie a pamięć mam jak nikt .

-Nie kłóćcie się powiedział Tomek. - Babciu opowiadaj.

-A więc było to tak zaczęła babcia.

-Na pewno słyszeliście coś o młynie. Synowa już Wam zdążyła naopowiadać. Otóż moja opowieść jest jak najbardziej autentyczna. W sąsiedniej wsi Kokoczyń bo tak kiedyś się mówiło na Kłokocin był staw Papierok. Należał on do rodziny naszych młynarzów. Może to i był staw od tej Łucyji córki młynarza, ale tego nie wiem na pewno. Być może bo to ona właśnie dostała we wianie staw i ziemię na tym terenie. Staw ten był połączony z młynarzowymi stawami taką maleńką rzeczką. Otóż w tym stawie w bardzo dawnych czasach mieszkały Utopki. Utopki to były takie stworzenia ,które mogły przybierać różne postacie ludzi czy też zwierząt i zamieszkiwały pobliskie stawy i rzeczki. Na brzegu Papiyroka była usypana grobla taki wał ziemny jak byście nie wiedzieli. Przez tę groblę można było dostać się do Raja tj miejscowości Rój należącej obecnie do Żor tłumaczyła zadowolona z siebie babcia.-W tych czasach była to jedyna droga bo tak bym to określiła. Ludzie co prawda bojąc się Utopców ze strachem ale z musu korzystali z tej drogi. Pewnego razu jeden z mieszkańców wioski Francik wracając do domu zauważył dwie tłuste i dorodne ryby pluskające się przy samym brzegu. O dziwo ryby te dały się złapać bez jakiegokolwiek kłopotu. Kiedy Francik miał je już w rukzagu czyli plecaku bo tak kiedyś mówiło się na plecak usłyszał słowa „Niklu jo mom chopa w pytlu”. Znaczenia tych słów i ja nie jestem w stanie wytłumaczyć tak dosłownie ale myślę, że chodziło a złapanie ofiary, że niby to udało im się nabrać Francika, a Nikiel to na pewno imię Utopka. Przestraszony chłopak rzucił plecak na ziemię i co sił w nogach pobiegł do domu. Kiedy opowiedział tę historię domownikom ci doradzili mu, żeby wziął butelkę święconej wody i pokropił staw. Istniało takie przekonanie, że Utopki bojąc się święconej wody i na pewno wyniosą się już stąd na zawsze. Francik i jego odważny kolega wysłuchali rady rodziny. Wzięli butelkę z wodą święconą i wlali do stawu. Tego co się to potem działo po prostu nie da się opisać. Wzburzona woda przerwała groblę i ruszyła rzeczkę w stronę młyna. O mało nie zatopiła całej wsi. Ludzie mówili potem, że to Utopki przeprowadziły się do stawów koło młyna. Faktem jest ,że potem jeden z nich taki najważniejszy przychodził do Młynarzów. Siadał na ławeczce koło pieca w kuchni grzał się i palił fajkę. Jak mu się znudziło to grał w karty ze służbą. Żona młynarza kobieta krzepa nie mogła tego znieść. Denerwowała się już na sam widok Utopka. Trwało to do czasu kiedy wpadła na pomysł, żeby zatrudnić darmozjada i nieroba za niańkę do dzieci. Niech chociaż w ten sposób odrobi tytoń i gościnę- myślała rozważając za i przeciw. Utopek przystał na propozycję młynarzowej żony. Odtąd przychodził do Młynarzów, żeby kołysać w kolebce ich najmłodszego syna. Wszystko było dobrze jak dziecko nie płakało. Utopek jako etatowa niańka nie mógł znieść płaczu dziecka. Denerwował się okropnie i któregoś czasu po prostu nie wytrzymał .Podrapał malca po twarzy. Młynarzowa kiedy tylko to zobaczyła przegoniła Utopka na cztery wiatry. Skuteczną bronią i tu była święcona woda. Pokropiła go tak mocno, że ten z krzykiem poleciał do stawu. Od tego czasu słuch o nim zaginął. Tak to skończyła się historia z Utopkami w młynarzowych stawach.

-A może nam babcia coś więcej opowie o tych wodnych stworach odezwała się nieśmiało Kasia.

-Nie o stworach tylko Utopkach dziecko, o Utopkach a opowiem, opowiem rzekła uradowana .

-Helenko przynieś mi szklaneczkę zimnej wody bo mi zaschło w gardle rzuciła rozkazująco w stronę synowej. Synowa chcąc nie chcąc poszła do kuchni po szklanki i wodę a babcia ciągnęła dalej swoją opowieść.

-Kochane dzieci mój pradziadek był muzykantem. W tamtych czasach trudno było o jakąkolwiek pracę toteż dorabiał sobie graniem na weselach i różnych wiejskich potańcówkach .

Razu pewnego a było to już tak nad ranem pradziadek razem z kolegami wracali z takiej wiejskiej zabawy. Smutni i rozgoryczeni, że prawie nic nie zarobili narzekali na zły los. Kiedy tak zagadani

przechodząc obok młynarzowych stawów zauważyli elegancko ubranego mężczyznę. Ten mężczyzna pokłonił się nisko i rzekł:

- Po waszych minach widzę, że coś wam dzisiaj nie poszło. Może chcecie zarobić trochę dukatów .

Muzykanci przystanęli zaciekawieni .

-Mam propozycję odezwał się elegancki Pan. - Moi goście chcieliby się trochę zabawić przy muzyce i tańcach.

-A czemu nie, możemy spróbować odezwał się najstarszy z muzykantów.

-Pan zaprowadził ich do jakiejś karczmy pełnej gości i kazał grać ile tylko starczy sił. Po każdym kawałku dostawali parę banknotów. I takim to sposobem ich kieszenie były pełne pieniędzy toteż grali z jeszcze większym entuzjazmem. W pewnym momencie pradziadek dojrzał u jednego z gości kopyto. Od razu zorientował się, że mają do czynienia z bandą Utopków, które to zakpiły sobie z biednych muzykantów. Przyznał jednak ,że są sobie sami winni. Chęć szybkiego wzbogacenia się tak przyćmiła ich umysły tak, że zapomnieli o istniejącym zwyczaju. Polegał on na tym ,żeby przed rozpoczęciem zabawy tanecznej zagrać kościelną piosenkę a oni tego nie zrobili. Chcąc naprawić swój błąd pradziadek zaczął grać „Kto się w opiekę” a za nim reszta muzyków. Gdy tylko pierwsze tony piosenki uleciały w powietrze wszyscy goście naglę zniknęli .Okazało się, że muzykanci siedzą na drzewie a w kieszeniach zamiast pieniędzy mają liście. Od tego czasu już zawsze rozpoczynali granie od kościelnej pieśni. Tak to widzicie kochana młodzieży kończy się chciwość. No ale cóż przecież trzeba też zrozumieć biednych muzykantów, którzy mieli na utrzymaniu rodziny. Zresztą co ja Wam będę tłumaczyć. Jak będziecie mieli swoje dzieci to się dowiecie jak to jest dodała patrząc z ukosa na Kaśkę i wnuka. Już Ona wiedziała swoje. Jej bystre oko dostrzegło, że młodzi mają się ku sobie czyli po prostu są zakochani.Helenko a może byś poczęstowała gościa herbatką z sokiem malinowym. Jest na półce w kuchni


Regina Sobik. 

foto własne Straszki Śląskie w Chorzowie"Utopek i Karolinki"



 

środa, 2 października 2019

Co z tym RODO


Co z tym RODO nie rozumiem
o co tak naprawdę chodzi
zamiast nazwisk jakieś nicki
Gargamel Krasnal czy słowik
Absurd goni za absurdem
popadamy w paranoję
a w kolejce u lekarza
jak stałam tak dalej stoję
Pielęgniarka prosi Peppę
a pan z krzesła się podrywa
to już zakrawa na gender
czy aż tak źle u nas bywa
Poplątanie z pomieszaniem
każdy sobie rzepkę skrobie
i bądź tu mądry człowieku
kiedy RODO miesza w głowie

Regina Sobik 25.09.2018r.

poniedziałek, 6 maja 2019

Francja elegancja czyli to co zostaje w pamięci


Było to lat kilkanaście chyba rachubę straciłam
lecz nie myślcie że coś ściemniam ja naprawdę w Francji byłam
Podróż jak na tamte czasy wygodną i znośną była
poza paroma wpadkami kiedy klima nawaliła
Przód Sahara tył lodówka za to w środku całkiem miło
każdy narzekał po cichu ale dobrze się skończyło
Celem De”Archiac wąska droga a winorośl zmysły kusi
tam też pewna starsza Pani test szybkości zmierzyć musi
Pędzi jak na autostradzie czy uniknie przeznaczenia
na nic krzyki wolniej wolniej a gość siny z przerażenia
W myślach żegna się z rodzinę a ta wciska gaz od nowa
na opak pojęła baba cóż... bariera językowa
Chociaż ten mały incydent będzie do końca pamiętał
nad wyraz ceni gościnę co na co dzień nie od święta
Bo to po dniu pełnym wrażeń Gospodarze bardzo mili
zapraszają na przyjęcie wszyscy dobrze się bawili
Wino lało się strumieniem polska czysta też w zacności
jak nie ściskać się całować kiedy tyle życzliwości
Nasze Panie wystrojone według nowych trendów mody
a Francuzki mają na noc choć ponoć słyną z urody
Jednego tu nie rozumiem że ta przeciętna Francuzka
ma być modna elegancka a tu wyświechtana bluzka
Ale co tam to jej sprawa mnie to nie obchodzi wcale
wygląda jak spod latarni to nie ja dbam o morale
Jutro kąpiel w oceanie przypływ odpływ nie do wiary
Francja mnie oczarowała toć to najprawdziwsze czary
Pośród głębin oceanu twierdza nam się wyłoniła
potem wyspa La Rochelle swoje wdzięki odsłoniła
I jak to zazwyczaj bywa niespodzianki idą w parze
mini wyspa kąpiel plaża tak minął dzień pełen wrażeń
Człowiek głodny no nie powiem na francuską kuchnię liczy
choć się marzy śląski obiad a tu danie z ośmiornicy
Wybredny powie rarytas mnie jeść tego nie wypada
na dodatek żabie udka to danie dla żabojada
Po powrocie chociaż późno a wygodę sobie cenię
zamiast spać z pustym żołądkiem idę kąpać się w basenie
Rano schodzę na śniadanie i cóż widzę jajecznica
pomidory i sałata no i nasza polędwica
I już wiem że gospodarze wreszcie przejrzeli na oczy
jak dogodzić podniebieniu myśleli aż do północy
A kiedy słoneczko wstało pojechali do sąsiada
kupili z dziesięć skrzyń wina auto na resorach siada
Jak by tego było mało pochwalić się nie zawadzi
tym czym Francja słynie w świecie pokazać nam bardzo radzi
Podobno tam rosną rzędem pijane krzewy i drzewa
a czym się tak odurzyły to w beczce dębu dojrzewa
Podejrzewam że już wiecie czym ten Canton w świecie słynie
co oznacza każda gwiazdka kiedy szczegół tkwi w przyczynie
My zaś naród kulturalny wcale śmy się nie upili
obiecaną butelczynę za swoją kasę kupili
Powieziemy ją jak świętość przecież to najlepszy trunek
podarujemy rodzinie na kłopoty i frasunek
ton w świecie słynie
Łza się kręci niejednemu kiedy przyszedł czas rozstania
gdy Czarna Madonna z nami nie tak trudne pożegnania
Nasi mają silne głosy tak że kościół trząsł się cały
miejscowe baby dewotki dobrze nas zapamiętały
Jeszcze Paryż wieża Eiffla Wersal i nocne wojaże
Pere La Chaise Chopin i Strasburg ale o tym....... innym razem

R.Sobik

niedziela, 18 listopada 2018

Polonez znad Sekwany




Zabrzmiały organy tęsknotą wygnańca
melodią tak rzewną co zmysły porusza
struny serca dotąd w letargu uśpione
ożyły na chwilę by wspomnieniem wzruszać

Popłynęły dźwięki falą znad Sekwany
do łanów ojczystych nad Wisłą szumiących
otuliły pola lasy i doliny
pobudziły wierzby nad potokiem śpiące

Gdy zabrzmiał Polonez niczym sumień tysiąc
których nie zagłuszy szum wojennej burzy
nakarmiony dźwiękiem w paryskim salonie
rozwinął swe płatki kwiat czerwonej róży

Poruszony słuchacz oniemiał z zachwytu
powracając myślą tam gdzie pachnie chlebem,
łzę z oka płynącą ukradkiem ociera
że znalazł ślad Polski pod paryskim niebem

R.Sobik

foto z internetu

wtorek, 6 listopada 2018

Prawda


Mówią że prawda leży pośrodku
nie będę się spierał jak wójt z plebanem
daremny dialog wywody racje
skoro i tak każdy dla siebie Panem

Mądrość rozsądek obce im przecież
cicha pokora w kącie zostaje
każdy ma rację każdy swe zdanie
swoje od losu i tak dostanie

A życie jednym płynie potokiem'
choć zło i dobro też tworzą pary
rozum od tego by dojść do prawdy
choć ta jak wszystko ma dwa wymiary

R.Sobik